wtorek, 31 grudnia 2013

Taniec mą miłością, Nu'est moją duszą..

Cześć Wam. Tag, tag. Wiem, że mnie dłuuugo nie było i przepraszam. Wynagrodzę wam to tym oto świątecznym rozdziałem. Wiem, że miałam go dodać już dawno, ale naprawdę nie miałam czasu. To życzę miłego czytania i oczywiście... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU SKARBY. <33

Rozdział 9.
*************
Minęło kilka miesięcy. Iga już wyszła ze szpitala i pogodziła się z Baekho, ale nie są razem. Wiele się ostatnio wydarzyło. Zamieszkałyśmy z chłopakami. 
-Jej, już pojutrze wigilia. Może pójdziemy na zakupy młode damy? -spytałam, kończąc ubierać choinkę.
-No okej. Zrobimy jakieś zakupy i kupimy upominki dla chłopców. -dodała Ola.
-Hmm.. jestem za! -odparła Iga.
Ubrałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę centrum. Na dworze było zimno. Najpierw poszłyśmy do Super Marketu i kupiłyśmy różne produkty, z których będziemy przygotowywać potrawy na wigilię. Potem udałyśmy się do sklepu z ciuchami, aby kupić sobie coś na święta. Ja kupiłam sobie czarne, ciepłe legginsy w białe reniferki i gruby i długi sweterek w świąteczne wzorki. Dziewczyny podobnie. Czas na upominki dla chłopców. Wiedziałyśmy co im kupić. To istne dzieci. Postawiłyśmy na różowe smoczki, auta na pilota i żółte kaczuszki, żeby mieli się czym bawić podczas kąpieli, a nie wydzierać się na cały głos: Ej, przyjdzie się ktoś ze mną popluskać, bo mi się nudzi? Ale ja i tak miałam coś jeszcze dla Rena. Coś wyjątkowego. A co? Niespodzianka.
Pod koniec zakupów skoczyłyśmy jeszcze na pizzę. Wracając gadałyśmy o wigilii.
<w domu u Nu'est>
Już na podwórku było słychać, jak debile hałasują. Otwierają drzwi nagle wszystko ucichło. Zrobiło się dość podejrzanie. Od wewnątrz dom, był cały ozdobiony kolorowymi światełkami, na półkach znajdowało się wiele stroików, a obok choinki stał wielki, napompowany Mikołaj. 
-Wow, jak tu pięknie! -prawie upadłam z wrażenia.
-Masz rację. Jest tutaj tak.. magicznie. -dodała Iga.
-Nie wierzę, że oni to zrobili. Jest tu tak świątecznie. -Ola aż się wzruszyła. 
-Tak, to my jesteśmy sprawami. -nagle zza kanapy wyskoczyła piątka łobuziaków przebranych w różne stroje. Ren robił za reniferka, JR za bałwana, Aron za Mikołaja, Minhyun za pasterza a Baekho za mega sexi pomocniczkę Mikołaja. 
-Jej, chłopaki wyglądacie.. prze-przeuroczo. -odparłam.
-Dziękujemy. To wszystko dla was dziewczyny. -powiedział Ren.
-Jesteście kochani, ale nie trzeba było.
-Trzeba, tzrzeba. Dla naszych skarbów wszystko.
-Okej, ale moglibyście się przebrać?
-No dobra. To my zaraz wracamy i może obejrzymy jakiś film?
-Zgoda, to my wybierzemy, a wy się idźcie przebrać.
-Ok.
Chłopaki poszli się ubrać w normalne ciuchy, a my w tym czasie postanowiłyśmy wybrać jakiś fajny film. Po długim zastanawianiu się padło na ''Przyjaciel Świętego Mikołaja 2''. Ale chłopaków nie było dosyć długo, bo jakoś z jedną i pół godziny. Pozostało nam tylko siedzieć i czekać. Po 15 minutach siedzenia na kanapie i czekania, w naszych skromnych progach zawitał Minhyun.
-Czemu was nie było tak długo?
-A, bo Ren pół godziny szukał bokserek, a drugie pół godziny je ubierał. A następne półgodziny się malował i jakoś tak nam zleciało. Wybrałyście już film?
-Tak.  -do pokoju wleciała reszta.
Podczas filmu jedliśmy chipsy i popijaliśmy colę. Nagle odezwał się Ren.
-Jak ta ładna dziewczynka ślicznie śpiewa.
-Wiem, tylko mi się nie popłacz kochanie. -powiedziałam.
-No spoko. Wyja, to ja nie jestem.
-Ehem, akurat. 
-Możecie się uspokoić, bo zakłócacie? -wtrącił Aron tuląc się do Minhyuna.
-No dobra, dobra. Nie denerwuj się tak, bo ci żyłka pęknie.
-A mam wstać?
-Dobra, ja już jestem grzeczny.
-I ma się rozumieć. A teraz cisza. -powiedział Aron i usiadł obok Hwanga.
Po filmie, postanowiliśmy, że pójdziemy na dwór sobie pospacerować. Wyszło na to, że rzucaliśmy się śniegiem. No z wyjątkiem Arona i Minhyuna, bo coś tam tworzyli i kazali nam narazie nie podchodzić, bo to niespodzianka, tak więc nie mieliśmy zamiaru im przeszkadzać.
-Ej, ja się nie rzucam. -powiedziałam stanowczo.
-Mylisz się piękna, już leżysz. -nim się obejrzałam już leżałam na śniegu.
-O nie! Nie poddam się złoczyńco z ulicy Zielonego Przylądka. I zaczęła się wielka walka na śnieżki.
 Po zakończonej walce wszyscy wróciliśmy do domu.




(ciąg dalszy nastąpi) ..

piątek, 13 grudnia 2013

Taniec mą miłością, Nu'est moją duszą..

Witam was kochani. Dzisiaj przyszłam do was z nowiutkim rozdziałem. W końcu dostałam laptopa, więc przepraszam za to, że nie dodawałam rozdziałków.
Miłego czytanka ^^

 Rozdział 8.

*******************
 Nie mogłam zasnąć. Nagle ktoś do mnie zadzwonił. 
-Słucham.
-Dobry wieczór. Ja jestem lekarzem prowadzącym pani Igi Kowalskiej. Chciałbym was powiadomić, iż pani Kowalska wybudziła się ze śpiączki. Czy moglibyście państwo przyjechać do szpitala?
-Tak, oczywiście. Za pół godziny będziemy. Dziękuję za informację, do zobaczenia.
-Do widzenia
Szybko się rozłączyłam i zaczęłam budzić resztę.
-Ej, wstawajcie, musimy jechać do szpitala. Iga się wybudziła ze śpiączki.
-Wkręcasz nas.
-Naprawdę. Też nie mogłam w to uwierzyć, ale przed chwilą dzwonł do mnie jej lekarz prowadzący.
-No to na co czekamy. Już ruszać te dupska i jedziemy. -odezwał się Ren.
<pół godziny później>
<w szpitalu>
-Witam.Tak jak mówiłem przez telefon, wasza koleżanka wybudziła się ze śpiączki. Możecie do niej wejść, ale tylko na krótko, ponieważ jest słaba.
-Dobrze, dziękujemy panu bardzo.
Weszliśmy do sali, a na łóżku leżała Iga. Była osłabiona i lekko blada. Na nasz widok sę lekko uśmiechnęła, a potem odrobinkę posmutniała.
-Jesteście! -powiedziała z lekkim wysiłkiem.
-No oczywiście. Przyjechaliśmy od razu po tym, jak pan doktor nas poinformował, że się wybudziłaś.
-O jejku, jesteście kochani.
-Nawet tak nie mów. Nigdy byśmy Cię samej nie zostawili.
-Dziękuję wam za to, że jesteście ze mną. A Baekho?
-I Ty się jeszcze o niego pytasz? Na pewno tu nie przyjdzie. On na Ciebie nie zasługuje. Mogłaś przez niego umrzeć. Mam nadzieję, że mu nie wybaczysz.
-No jasne, że nie. Ten drań..mnie..mnie...
-Oj przestań już i nie płacz.
Mojej i Igi rozmowie, reszta przyglądała się w spokojnej ciszy. 
Siedzieliśmy z nią tak dobre 3 godziny. Przez cały czas się śmialiśmy z niczego. W końcu przyszła pani pielęgniarka i nas wygoniła, bo było późno i byliśmy za głośno.
<w drodze do hotelu>
-Ej, a jeśli Baekho nie wróci? Zaczynam się troszkę martwić. -powiedziałam z lekkim niepokojem.
-No w sumie racja. To zrobimy tak. Jeśli Dongho nie wróci do jutrzejszego wieczora, to zadzwonimy na policję. -odpowiedział JR. 
-Zgoda. -odetchnęłam spokojniej.
-A może pójdziemy do klubu karaoke? -zaproponował Minki.
-Dobry pomysł. -przytaknęliśmy jednocześnie.
<w klubie>
W klubie byliśmy tylko my. W sumie dobrze, bo nie będę się wstydzić. Nie miałam dużego talentu do śpiewania.
-Dobrze, to pierwszy Ren. -odezwał się Minhyun. -Znalazłem dla niego idealną piosenkę.
-Ok, to dawać mi mikrofon!
 Muminki się cieszą, bo Rena powieszą Muminki!
Pętelka na szyję i Ren nie żyje Muminki!
Podłubią mu w nosie i spalą na stosie Muminki!
Obetną mu głowę zagrają nią w nogę Muminki!
Obetną penisa zagrają w tenisa Muminki!
a panna migotka ma włosy jak szczotka Muminki!
a tata muminka ma ogon jak świnka Muminki!
Muminki są głupie, więc mamy je w dupie Muminki!
A panna Migotka zabiła dziś kotka Muminki!
Nie wychodź wieczorem bo przyjdą z toporem Muminki!
dobra jest szynka z taty muminka, a z panny migotki dobre szarlotki Muminki!
A Minki za lasem wywija kutasem Muminki!

-Hahahahahahahahahahahahahahahahhahahaha. O Matyldzinko, co za beka! -nie mogłam się powstrzymać od napadu śmiechu.
-No wiem, bo ja znalazłem. Jestem z siebie taki dumny. -powiedział z pogardą Hwang.
-No to teraz Minhyun. -rzucił Ren.
-Ok. Dajesz tekścior.
Pójdźmy wszyscy do lodówki, po kiełbasę i parówki
Powitajmy schabowego i mielonkę matkę jego
Powitajmy schabowego i mielonkę matkę jego.

-Hahahaha. fajne, ale za krótkie.
-To daj mi jeszcze jedną.
-Spoko.
 Gdzie ścieki płyną z wolna,
Rozsyła śmieci maj,
 Stokrotka gniła polna

 A nad nią śmierdział gaj
Stokrotka gniła polna
 A nad nią śmierdział gaj, śmierdział gaj
W tym gaju tak ponuro,
Że aż przeraża mnie
 Ptaszęta już wytruto
A drzewa jeszcze nie

Ptaszęta już wytruto
A drzewa jeszcze nie, jeszcze nie.
Raz przyszedł sobie mutant

Stokrotko, witam Cię
 Twój urok mnie obrzydza,
Czy mogę zdeptać Cię

Twój urok mnie obrzydza,
Czy mogę zdeptać Cię, zdeptać Cię
Stokrotka się zgodziła
I poszli w ciemny las
A mutant taki gapa
Że w chemikalia wlazł 

A mutant taki gapa
Że w chemikalia wlazł, chemikalia wlazł.

-Hahahaha-błagam..-haha-dość-hahahaha. -odezwała się po chwili Ola.
-O nie! Teraz czas na Ciebie. -powiedział JR.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Oh! No dobra, to co mam śpiewać?
U nas na koloniach gdzie słoneczko świeci
jest taka maszyna do robienia dzie...
...wczyno kochana pokaż mi kolana
a ja ci pokaże stojącego pa...
...liło się w piecu, a na piecu glizdy
te nasze dziewczyny mają wielkie pi...
...sało w gazecie o pewnej kobiecie, która pokazała cy...
...namon kupiłem drogo zapłaciłem,
wsadziłem do beczki i koniec bajeczki.

-Hahahahahah, mocne. Na serio już chce mi się spać. Chodźmy do hotelu.
-No okej. To chodźmy.
<w hotelu>
-No to co? Zobaczymy się jutro? -spytali chłopcy.
-Jasne. -odpowiedziałyśmy chórkiem.
-To pa.
-Pa.
-O jejku, jaka ja zmęczona. -powiedziała Ola.
-No ja też. Idźmy spać.
-Dobranoc. -Dobranoc.