sobota, 30 listopada 2013

Smutna wiadomość ;((


Witajcie kochani. Mam dla was wiadomość. Nie będę w najbliższym czasie dodawać postów, bo mój laptop idzie do naprawy i nie wiem kiedy go dostanę. W każdym bądź razie, w tym czasie będę mogła napisać dla was specjalnie dłuuugi rozdział jak mi się będzie chciało. Ba, na pewno wam napisze taki długi rozdział za to, że czekacie tak długo, a ten post dodaje tak na szybko. No to by było na tyle. Trzymajcie się ciepło. Papatki ;* ;((

piątek, 22 listopada 2013

Taniec moją miłością, Nu'est moją duszą..

Dedykacja dla: Renuśka, Yu-chan, Karii i Choi Piegusek.
Rozdział 7.

*************
Wstałyśmy rano o godzinie 9:00, ubrałyśmy się i poszłyśmy na śniadanie. Postanowiłyśmy, że pójdziemy na miasto i zrobimy małe zakupy, a wieczorkiem małe party. Akurat przechodziłyśmy przez małą uliczkę, gdzie stały prostytutki. Niestety zauważyłam tam Baekho wchodzącego do dużego, ekskluzywnego auta z jakąś dziwką.
-O kurwa! -zaklnęłam.
-Co?! -spytały moje towarzyszki, ale jak spojrzały w tą samą stronę, to Ola zrobiła to samo co ja, a Idze powoli zaczęły cieknąć łzy. Pobiegła, a my ruszyłyśmy za nią. Biegła tak szybko że...
Nie zdążyłyśmy. Iga leżała na drodze nieprzytomna. Gdy spojrzałyśmy na nią, automatycznie zaczęłyśmy płakać, a ja zadzwoniłam po karetkę.
-Pogotowie za chwilę będzie. -powiedziałam spanikowana. Wokół nas zebrali się ludzie.
-Za chwilę?! Ona nam tu zaraz umrze. -krzyknęła Ola, na co ja zaczęłam szlochać jeszcze bardziej.
-Olka, nie denerwuj się. Nie wyżywaj się na mnie z jej powodu.
-Prze-przepraszam.
-Zobacz, karetka już jedzie.
Lekarze szybko ją zabrali do karetki, po czym jeden z nich do nas podszedł.
-Niestety, nie możecie jechać z nami. Przyjedźcie za jakąś godzinę. Wtedy powiemy wam co z nią będzie. Musimy teraz zrobić wstępne badania.
-Dobrze. Przyjedziemy za godzinę. Do widzenia. -powiedziałam już nieco spokojniej, chociaż nadal parowało się we mnie, żeby zabić tego skurwysyna. Chodziło oczywiście o Dongho.
-Chodź, pójdziemy i poinformujemy chłopaków. -powiedziała Ola, na co ja przytaknęłam tylko głową i ruszyłam za nią.
<pół godziny później>
<w hotelu>
Zapukałyśmy do drzwi chłopaków, jednak nikt nie otwierał. Pukałyśmy, waliłyśmy dalej i też nic. Dopiero po chwili Minhyun nam otworzył. Chyba był zdziwiony naszą obecnością.
-Cześć, możemy wejść? -spytała Ola.
-Jasne. Coś się stało? -zapytał zamykając za nami drzwi. Na kanapie siedziała reszta oprócz Baekho oczywiście i oglądała jakieś bajki. Teletubisie chyba.
-Tak. Iga jest w szpitalu. Wpadła pod samochód. -powiedziałam znowu płacząc. A Ren podszedł do mnie i przytulił.
-Ale jak to? A gdzie Baekho? -spytał zszokowany Aron.
-Pewnie pieprzy się teraz z tą lafiryndą z trasy. Jak go Iga zobaczyła, że wchodzi z pierwszą lepszą do auta, to się rozpłakała i pobiegła, a my za nią. Gdy ją dogoniłyśmy, to niestety ona leżała już na drodze nieprzytomna. -wyjaśniła raźniej Ola wybuchając łzami. -JR wziął chusteczkę i wytarł jej łzy, po czym powiedział.
-Dongho, ten drań na nią wcale nie zasługuje. Ale, nie przejmujmy się teraz nim, tylko jedźmy do szpitala.
Wsiadliśmy wszyscy do auta. Aron prowadził, a Minhyun siedział na miejscu pasażera. Ja z Renem i Ola z JR'em z tyłu. Wtuliłam się w Minkiego, a Olcia położyła głowę na ramieniu Jonghyuna, a ten ją czule objął. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Podeszłam do spotkanej pielęgniarki na korytarzu i spytałam.
-Przepraszam. Czy mogła by nas pani zaprowadzić do naszej koleżanki?
-Oczywiście. A jak się nazywa? -wydawała się na miłą.
-Iga Kowalska.
-Chodźcie za mną. -powiedziała, a my ruszyliśmy za nią.
Akurat z sali, w której ona leżała wychodził jakiś doktor.

-Dzień dobry. Czy możemy się dowiedzieć co jest z Igą? -spytała Ola.
-Witam. Jestem jej lekarzem prowadzącym. Pani Kowalska zaznała, bardzo poważnego urazu głowy. Jest teraz w śpiączce i powinna się wybudzić po kilku dniach. Wiemy, że będzie musiała przejść kilkudniową terapię jak się obudzi. Trzymajmy się dobrej myśli.
-Dobrze. A czy możemy do niej wejść?
-Tak, ale na 15 minut. Pani Iga musi teraz odpoczywać.
-Dobrze, dziękujemy.
Weszliśmy wszyscy do sali. Leżała na łóżku bez ruchu. Była cała blada. Staliśmy cały czas w chorej ciszy.
-No koniec odwiedzin. Idźcie do domu, bo staniem tu nic nie zrobicie. -nagle do sali weszła pani pielęgniarka. Wyszliśmy bez słowa. Każdy z nas miał smutną minę. Wróciliśmy do hotelu.
-Ej, chodzicie do nas. -powiedział z troską Minki.
-Okej. -odpowiedziałam.
Weszliśmy do pokoju chłopców, a tam Baekho leżał sobie na kanapie i oglądał jakiś mecz.
-O witajcie moi mili! A gdzie Iguś?
-I Ty się jeszcze tak beszczelnie pytasz? -spytał JR.
-O co ci chodzi.
-O gówno. Od dzisiaj nie zbliżasz się do niej. Jasne? -trąciłam.
-Bo co? Zabronisz mi?
-Tak. Gdybyś się nie pierdolił z tą pindą z trasy, to Iga nie leżałaby teraz przez Ciebie w szpitalu.
-Co? Ale jak w szpitalu?
-Normalnie. Nie rozumiesz co Dominika powiedziała? To wypierdalaj do tej swojej szmaty. I nie zbliżaj się do Igi ty świnio. -powiedział Ren.
-Łohoho. Młody nie pakeruj do starszych, bo w ryja zarobisz.
-Powiedziałem spierdalaj.
-A walcie się wszyscy. -i poszedł. Trzasnął drzwiami i zniknął.
-Dziewczyny, śpicie dzisiaj u nas? Obejrzymy coś, zjemy popcorn. -powiedział Aron.
-A jak on wróci? -spytała ze strachem Ola.
-Spokojnie. Na pewno się poszedł upić i nie wróci na noc. Jak zawsze. -uspokoił nas Minhyun.
-Dobra, to zostaniemy. -odpowiedziałam.
-Ok. To obejrzymy jakąś komedię romantyczną? -spytał JR.
-Dobry pomysł. -powiedziała Olka.
-No to może ''Listy do M''?
-Pasuje.
Podczas filmu jedliśmy popcorn i piliśmy colę.
-Idę na chwilę do pokoju. -powiedział Hwang. Po chwili krzyknął.
-ARON! Oddawaj mi skarpetkę w koziołki bo uduszę. Dostałem je od mamy pod choinkę!!
-Ja Ci jej nie ukradłem. Sprawdź, czy pralka jej nie zjadła.
-Ale, nie ma jej w pralce.
-To w lodówce zobacz.
-O jest! Cała ubrudzona w ketchupie.
-To idź i upierz.
Długo się śmialiśmy i rzucaliśmy popcornem. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zasnęliśmy.
<w nocy>
Przebudziłam się o 2:00 w nocy. Miałam zły sen. Ren seplenił coś, że chciałby zostać jednorożcem, a Aron śpiewał przez sen.
-Pada śnieg, pada śnieg, sypie granatami.
A Mikołaj dostał w jaja, leży pod saniami.
Renifery to frajery, ciągną Mikołaja,
A Mikołaj prosi, błaga,
Tylko nie za jaja.
Aron śpiewał przez sen.

-A ty nie śpisz? -zapytałam.
-Nie. Nie mogę spać.
-Aha. Ja też. Masz coś do picia?
-Mleko. Może być?
-Jasne. Jonghyun, powiedz mi jedną rzecz. Kochasz Olę?
-Jasne, że kocham tego mojego skarba.
-To dobrze. Bo, jak zrobisz jej coś to...
-Wiem. Nie musisz mi tego mówić. Nie jestem taki jak Dongho.
-Wierzę Ci. Idę spać, dobranoc.
-Dobranoc.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Pioseneczki.

Hejo^^. Jak tam u was? Dzisiaj taki post na szybko. Więc dodam wam kilka moich ulubionych teledysków k-popowych. Zapraszam.
Nu'est - Sleep Talking.
Kocham ich. ♥♥♥
 
 
 
Big Bang - Fantastic Baby.
 
 
Trouble Maker - 'Now'
 
G-Dragon - Crooked
 
Nu'est - Face
 
G-Dragon - Crayon.
Orange Caramel - Lipstick.
 
 
Orange Caramel, Nu'est- Dashing through the snow in highheels.
 
 
No to by było na tyle. A wasz jaki  jest ulubiony teledysk lub piosenka? Napiszcie w komentarzach. ;)

piątek, 15 listopada 2013

Taniec mą miłością, Nu'est moją duszą..

Dedyk dla: Yu - chan, Renuśka i Karii . ♥♥♥


Rozdział 6.

********


Wstałyśmy o godzinie 9:00. Ubrałyśmy się, poszłyśmy na śniadanko, a potem do Nu'est. Trening mamy o 11:00.
-Hej dziewczynki! -krzyknął Aron.
-No siemka. -powiedziałyśmy jednocześnie.
-To co? Gotowe? -spytał Ren.
-Jasne.
<10 minut później>
<w YG>
-Wow! Dziewczyny. Idzie wam super.
-Znamy tę choreografię na pamięć.
-No to co? Kończymy? Następny trening za tydzień.
-Ok.
<w hotelu>
-Ej, idziecie do nas? -spytałam chłopaków czy by nie poszli do nas.
-Ok.
-Chcecie coś do picia? -spytała Olka.
-Coli. -odpowiedzieli chórkiem.
-Łohohoh, chór kościelny powinniście założyć.
-Serio? Nadajemy się?
-Tak. Tylko Ren nie bardzo. -powiedziałam specjalnie.
-Tak? No to słuchaj.
-Nie, nie, nie. Proszę tylko nie śpiew.. -nie dokończyłam, bo ten zaczął swoje.
-Smoczek, smoczek, smoczek
jak ja kocham smoczek
To mój kumpel pełną noc
Słodki jak cukierek
lepszy jest niż berek
I tylko spróbuj mi go wziąć

-Ren. Uciszysz Ty się? Bo zaraz tu straż pożarna przyjedzie słysząc, jak syrena wyje.
-My jesteśmy krasnoludki,
Hopsa sa, hopsa sa,
Pod grzybkami nasze budki,
Hopsa, hopsa sa,
Jemy mrówki,
żabkie łapki,
Oj tak tak, oj tak tak,
A na g
łowach krasne czapki,
To nasz, to nasz znak.
Gdy kto
ś zbłądzi, to trąbimy,
Trututu, trututu,
Gdy kto
ś senny, to uśpimy,
Lulu lulu lu,
Gdy kto
ś skrzywdzi krasnoludka,
Ajajaj, ajajaj,
To zap
łacze niezabudka,
Uuuuu.

-Ren. Do jasnej cholery. Ty skunksie. Zamkniesz się?
-Nie. -powiedział i wystawił język Baekho. I znowu zaczął.
-Kulfon, Kulfon, co z ciebie wyrośnie?!
Martwi
ę się już od tygodnia.
Z
ębów nie myjesz, kolegów wciąż bijesz,
dziur
ę masz w swych najnowszych spodniach!
Nikt jeszcze nie wie, co ze mnie wyro
śnie:
gruszki na wierzbie, czy
śliwki na sośnie.
Sam jeszcze nie wiem, czy b
ędę strażakiem,
cie
ślą, piekarzem czy "niebieskim ptakiem".
No nie wiem. Naprawd
ę nie wiem, kim ja będę.
Kulfon, Kulfon, pomys
ły masz straszne,
grzeczny b
ądź wreszcie i miły.
Po co stryjkowi odgryz
łeś guziki?
Oh, nie mam do ciebie ju
ż siły!
Sam jeszcze nie wiem, co ze mnie wyro
śnie:
gruszki na wierzbie, czy
śliwki na sośnie.
Dzi
ś mam ochotę zostać maszynistą,
mo
że jednak w końcu zostanę dentystą?
Albo archiwist
ą, albo hutnikiem z dobrym wynikiem,
albo nale
śnikiem… A może po prostu będę Kulfonem!
-Wiesz co? Jesteś jednym, wielkim SKUNKSEM!! -wydarł się Minhyun.
-Dobrze, już będę grzeczny.
-Dobry chłopiec. -podeszłam i pogłaskałam go po głowie.
-Też Cię kocham.
-Ja Ciebie też.
-Ej, oglądamy jakiś film?
-No. Może jakąś komedię?
-No dobra. To ''O dwóch takich, co poszli w miasto''?

-Hmm...może być.
-Ej, a nas to już nikt nie zapytał o zdanie? Dobra, żartowałem. -powiedział JR, kończąc przyglądaniem się rozmowie między mną a Renem.
<2 godzinki potem>
-Jaki fajny film. -powiedział wstając i rozciągając się Aron.
-No. -przytaknął Baekho.
-A właśnie. Gdzie byłeś wczoraj z Igą?
-Aaa, nie musicie wiedzieć.
-Wow! Jakie sekrety. -powiedziała Ola.
-Oj, dajcie spokój. To ich sprawa. -odpowiedziałam.
-JR nagle zaczął skakać po łóżku i śpiewać.
-Siekiera motyka baba goła,
Marian Pa
ździoch to pierdoła,
siekiera motyka bum cyk, cyk
Marian Pa
ździoch stary pyk.
Siekiera motyka sm
ętna bajka,
u Pa
źdzocha miętka fajka,
siekiera, motyka ma
łpi wuj
Marian Pa
ździoch to jest HUJ .
-JR. Udzieliło Ci się od Minkiego?
-Chyba.
-Aha.
-Dobra, to my spadamy. Musimy wyszukać jakiś eliksir, na chorobę, którą roznosi Ren. Bo chyba nie chcemy, żeby cały świat się zaraził. -odezwał się Minhyun.
-No dobrze. To pa. -pożegnaliśmy się z chłopakami i poszli.
My też wykonałyśmy wieczorną rutynę, ale przed musiałyśmy posprzątać, bo pokój wyglądał jak by przeszło przez niego tornado. Po tym wszystkim poszłyśmy spać.
 
 

czwartek, 14 listopada 2013

Malutkie coś. ;3

Siemęcia. Jutro dodam następny rozdzialik a dzisiaj z radością witam kolejnego obserwatora   Yushi Kodama. Witaj <3.


***********


Cały czas mam Cię przed oczami,
Cały czas wyobrażam sobie, jak kiedyś w dzieciństwie siedziałam na twoich kolanach i śpiewałam piosenkę o żabce czy o Tabaludze, a ty mi biłeś brawo.
Pamiętam, że byłam taką twoją małą córeczką.
Gdy odrabiam lekcje, przy biurku, cały czas patrzę na twoje zdjęcie.
Co ja mam teraz zrobić?
Zabić się?
Powiesić?
Naćpać się czegoś?
Nie! Tego byś nie chciał.
Tęsknię za Tobą Tato...
Pamiętam, jak jeździłam z Tobą do sklepu.
Albo jak wracaliśmy, z urodzin Maksia, z babcią i Wiktorem, a Ciebie jak już zaczęła bardzo męczyć ta choroba to wiozłeś nas autem. Nic nie widziałeś. Powoli traciłeś wzrok ale nas dowiozłeś na miejsce.
Teraz żałuję, że w piątek  nie zdążyłam się s Tobą pożegnać, bo byłam wykończona czwartkowym, całodniowym powrotem z wakacji.
Żałuję, że Cię teraz przy nas nie ma.
Że nie jesteś teraz, gdy rozwijamy się w nauce.
Wiktor też za Tobą tęskni jak i mama.
Jestem jej wdzięczna, że ciężko haruje w nocy. Ale nie jest źle.
Niestety, już nie wrócisz, ale kiedyś się na pewno zobaczymy.
Kiedy?
To tylko od tego na górze, co Cię wezwał zależy...

niedziela, 10 listopada 2013

Taniec moją miłością, Nu'est moją duszą..

Rozdział 5.


********

Rano obudziłam się o godzinie 10:10. Dziwne bo spałam na podłodze a dziewczyn nie było. Cóż, chyba znowu zaspałam i nie poszłam z nimi na śniadanie. Ubrałam się i wyszłam. Na korytarzu spotkałam Arona. Był trochę posmutniały.
-O cześć Aron. Stało się coś? Jesteś smutny.
-Nie ważne. Nie mogę Ci powiedzieć.
-Spokojnie. Zaufaj mi.
-No bo Minhyun zaczął mnie ignorować. Nie śpi ze mną i nie rozmawia praktycznie. Dominika, ja go kocham. Rozumiesz?!
-Wiem. A może byś z nim porozmawiał?
-Domcia, a zrobisz to dla mnie i porozmawiasz z nim? Proszę!!
-Dobrze. Czego się nie robi dla przyjaciół.
-Komawo. Jesteś kochana.
-Nie ma za co. Dobra, to ja idę na śniadanie a później do was przyjdę z dziewczynami. Ok?
- Jasne. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia. -przytuliliśmy się na pożegnanie i poszliśmy w swoje strony.
-No hej dziewczyny. -powitałam je z całuskiem w policzek.
-No witaj śpiochu.
-Jak tam? -zapytałam.
-A w porządku. A jak się spało? -spytała Iga.
-Dobrze. Ej dziewczyny. Mam pytanie. Pójdziemy do Nu'est? Stęskniłam się za Renem.
-Widzieliśmy się wczoraj, a ty już za nim tęsknisz. No dobrze to chodźmy. -powiedziała Ola. Szybko opyliłam śniadanie i poszliśmy do Nu'est.
-O hej śliczne, Co was tu sprowadza? -powitał nas JR. Mówiąc śliczne, spojrzał się na Olę.
-No cześć. Przyszliśmy do was, bo nam się nudzi. -odpowiedziałam.
-Dobra, no to wchodźcie. -JR zaprosił nas do środka.
-O. Dominisia, kochanie ty moje. -Minki podszedł do mnie tuląc mnie i całując w polik. Odwzajemniłam uścisk i buziaka.
-No hej misiek. Tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też.
-Ola, a zemną się nie przywitasz? -spytał Jonghyun po czym udał obrażonego.
-No jasne kotku że przywitam. -podeszła do niego i go cmoknęła. Iga zrobiła to samo poczym oznajmiła. -Dziewczyny, ja idę na spacer z Baekho. Wrócę późno. Nie czekajcie na mnie.
-Okej. To bawcie się dobrze. -krzyknęłam ale chyba nie usłyszała, bo już wyszła.
-To co robimy? -spytała Ola.
-Hmmm...Może pogramy w butelkę? -spytał JR.
-Ok. To ja pójdę do sklepu po jakieś cipsy i inne rzeczy. Domka, idziesz ze mną? -spytał Ren.
-Nie. Głowa mnie trochę boli. Lepiej będzie jeśli zostanę.
-No dobra. To ja Ci kupię tabletki.
-Dzięki. Kochany jesteś.
-Nie. To ty jesteś kochana słońce. To ja idę. -i Ren zniknął za drzwiami.
-To ja też pójdę. -powiedział Aron i pobiegł dogonić Rena.
-Ola chodźmy na chwilę na dwór. -oznajmił JR.
-Po co?
-No przejść się. Na 10 minut dosłownie.
-Ok. -i poszli. Zostałam sama z Hwangiem. W sumie to mam szansę na pogadanie z nim.
-Minhyun. Kochasz Arona? -palnęłam.
-Tak ale on chyba mnie nie.
-Minhyun, Aron Cię kocha. Tylko on myśli że ty go ignorujesz.
-Nie to nie tak.
-To mu to powiedz.
-Myślisz że pomoże?
-Jasne.
-Masz rację porozmawiam z nim.
I w tym momencie do pokoju przyszła czwórka: JR, Ola, Aron i Ren który, miał torbę zakupów.
-To co gramy?
-No spoko. To ja kręcę. -zakręciłam i wypadło na Rena.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie.
-Ok. To zaśpiewaj nam jakąś piosenkę.
-Dobrze.
-No to śpiewaj.
-Była sobie żabka mała
re re kum kum, re re kum kum,
która mamy nie słuchała
re re kum kum bęc.
Na spacery wychodziła
re re kum kum, re re kum kum,
innym żabkom się dziwiła
re re kum kum bęc.
Ostrzegała ją mamusia
re re kum kum, re re kum kum,
by zważała na bociusia
re re kum kum bęc.
Przyszedł bociek niespodzianie
re re kum kum, re re kum kum,
i zjadł żabkę na śniadanie
re re kum kum bęc.
A na brzegu stare żaby
re re kum kum, re re kum kum,
 tańcowały jak te baby
re re kum kum bęc.
Jedna drugiej żabie płacze
re re kum kum, re re kum kum,
"Już jej nigdy nie zobaczę"
re re kum kum bęc.
Z tego taki morał mamy
re re kum kum, re re kum kum
trzeba zawsze słuchać mamy
re re kum kum bęc.

-Hahaha. Bo jebne. Dobra, teraz ty kręcisz żabo.
-Ok. -wypadło na Minhyuna.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie.
Szybko podeszłam do Rena i podsunęłam mu pomysł na zadanie.
-Dobra. To wejdź na kolana Aronowi i go namiętnie pocałuj. Pokaż mu że go kochasz. -Minhyun bez wahania to zrobił. Widać było po Aronie że jest szczęśliwy. Nagle Ren znowu zaczął to swoje śpiewanie.
-Zorro, Zorro, Zorro,
 emocji będzie sporo, sporo, sporo,
 bo w czarnej masce Zorro, Zorro, Zorro,
 po nocach mi się śni.
 Na konia wsiada, wsiada, wsiada,
 a w ręku błyszczy szpada, szpada, szpada,  i za drzewami znika, znika, znika, 
już taki jego los. 
 Sierżant Garsija, Garsija, Garsija,
od Zorra dostał w ryja, w ryja, w ryja,
 a teraz leży w łóżku, w łóżku, w łóżku,
 i klepie się po brzuszku.
-Ren, ty kutlonie. Bo zaraz ty zarobisz
-Dajcie spokój.
-Ej a wiecie że my mamy jutro razem trening? -zapytał Aron.
-Nie. Ale fajnie będzie. -powiedziała Ola.
-Znudziła mnie gra w butelkę. Poudawajmy zwierzęta. -krzyknął Ren i zaczął bawić się w niedźwiedzia. No i oczywiście śpiewać.
-Jedna łapka
druga łapka
ja jestem niedźwiadek
Jedna nóżka, druga nóżka
a to misia zadek
Lubię miodek
kocham miodek
podkradam go pszczółkom
Jedną łapką, drugą łapką, czasem wciągam rurką.

-O mój boże. Ren. Ty niedźwiedzie jeden. Ja nie mam zamiaru się bawić w zwierzęta. -powiedział JR.
-No to bitwa na poduszki. -zainterweniował Aron i zaczął nas bić. Rzucaliśmy się tak ze dwie godziny po czym skończyliśmy i zasnęliśmy.

piątek, 8 listopada 2013

Taniec moją miłością, Nu'est moją duszą..

Rozdział 4.
 Hejo hej ^^. Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga. Nie ma za dużej rewelacji ale w końcu mi się udało. Oł yeah! Dominika gieniusz. Dzisiaj dobrze że nie ćwiczyłam na w-fie bo bym się spaliła ze wstydu. Pani nas uczyła tańczyć jakiejś tam polki afrykańskiej czy amerykańskiej. Nie wiem. I co chwila jak był jakiś krok to powtarzała: pięta - palec - masło - smalec. KOSZMAR! Jak pisałam ten rozdział to się zachłysnęłam  sokiem pisząc moment z tą gumką. Ale to przeczytacie już sami..  No to  zapraszam do czytania moi kochani ♥.


***

<narracja normalna>

-Minki, wstawaj.
-Co się stało?
-Jest 10:30. Pora wstawać.
-No i co z tego? Normalny człowiek śpi do 13:00.
-Hahaha. Bardzo śmieszne. Jeżeli nie wstaniesz za chwilę to będzie foch forever.
-Dobrze, już wstaję.
Wstaliśmy, ubraliśmy się i poszliśmy do salonu. A tam w najlepsze, na kanapie razem spali sobie Iga i Baekho. Oczywiście byli objęci. Jezuu, jak to cudownie słodko wyglądało.
-Chodź, to ich obudzimy na śniadanie. -powiedział Ren.
-Dobra.
I zaczęliśmy ich budzić. No po chwili udało nam się ich obudzić ale z wielkim trudem.
-Dzień doberek. -przywitał się Baekho.
-Cześć. -odpowiedziała Iga.
-O witam wszystkich! -nagle do pokoju wparował Minhyun.
-Siemka. A gdzie Aron? -spytał Baekho.
-W łazience. -odpowiedział szybko Hwang.
-Aha. To ja idę obudzić JR'a i Olę -oznajmił Ren poczym poleciał radosny jak skowronek do pokoju Jonghyuna. Nagle usłyszano pisk młodego Minkiego.
-Aaaaaaaa! -wszyscy polecieliśmy do pokoju JR'a.
-Co się stało? -zapytałam spanikowana.
-Ta gumka na dywanie. To jest bardzo fuj. Takie obrzydliwe.
-I dlatego zrobiłeś taki alarm?!
-Tak!! -powiedział  Minki wtulając się i szlochając.
-Mam pomysł. Zapomnijmy o tym wszystkim i chodźmy na śniadanie. -zaproponował Aron na co byłam mu bardzo wdzięczna. Widziałam lekkie zakłopotanie i zawstydzenie w oczach Oli.
-Dobry pomysł. -powiedziałam uśmiechając się co miało być prezentem za wyjście z tej sytuacji.
-Dobra to ja idę uszykować coś dobrego do jedzenia. -odpowiedział Baekho i poszedł do kuchni a za nim Iga. Widać, że coś do siebie czują.
 <pół godziny później>
<przy śniadaniu>
-Mmm, jak to przepięknie pachnie. -powiedziałam, rozkoszując się tym pięknym zapaszkiem.
-Wiem, bo ja robiłem. Oto jajecznica z kiełbaską i szczypiorkiem a jeśli ktoś nie chce to gofry z owocami i bitą śmietaną.
-A to do picia? -spytałam, spoglądając na granatowo - fioletową substancję.
-A to jest drogocenny sok z gumijagód.
-Z gumi co?
-No przecież mówiłem że z gumijagód.
-Aha. To ja tego nie pije bo będę skakać jak te Gumisie i wam dom rozwalę.
-Masz jeszcze do wyboru sok z pomarańczy.
-Ok. To ja wybieram sok z pomarańczy. -byłam tak pochłonięta rozmową z Baekho że nawet nie zauważyłam jak wszyscy zjedli.
-Ej mam propozycję. Może wybierzemy się dzisiaj na jakąś wycieczkę rowerową? -spytał z nutką nadziei Renuś.
-Jestem za! -odpowiedziałam wstając i podchodząc do Rena.
-Ja też. Ale może chodźmy już do nas. -zaczęła Ola. Nie odzywała się przy śniadaniu ale wiem w sumie czemu. Chodziło pewnie o tą sytuację z gumką.
-Ok to widzimy się o 14:00?
-Dobra. To do zobaczenia.
-To pa. -pożegnaliśmy się z chłopakami i poszliśmy do siebie. Postanowiłam podpytać trochę Olę o tą głupią sytuację.
-Ola, czy ty naprawdę robiłaś to w nocy z JR'em.?
-Nie.
-To o co chodziło z tą prezerwatywą?
-No bo, eee.. no bo to Aron i Minhyun eee no bo to oni robili w nocy i podłożyli to nam żeby się nikt z zespołu o tym nie dowiedział i tak jakoś wyszło.
-To czemu nie powiedziałaś o tym wcześniej?
-No bo się wstydziłam i bałam.
-Oj Olka. Następnym razem nam o wszystkim mów. Jasne?
-Ok.
-Iga a ty co tak cicho idziesz? Nie odzywasz się. Coś się stało?
-Nie nic mi nie jest.
-Aha. Już się bałam.
<dwie godziny później>
Poszłyśmy do Nu'est. A oni akurat po nas wychodzili. Potem poszliśmy wypożyczyć rowery i pojechaliśmy na przejażdżkę.
-Dziewczyny mamy tu koszyk z jedzeniem i kocem to pojedziemy nad rzekę i zrobimy sobie piknik. -powiedział JR.
-Dobra myśl. -odpowiedziała już w lepszym nastroju Ola.
-Ren ty skrzywiony mózgu. Jak śmiesz pierdzieć. -wykrzyczał Aron na co Ren go zignorował i zaczął śpiewać.
-Puszczam bąka,
Niech się pobłąka,
Po firankach po zasłonkach,
Puszczam drugiego,
Niech szuka pierwszego.
-Ren. Boli Cię głowa? -spytał Baekho.
A Ren znowu zaczął.
-Boli mnie głowa,
I nie mogę spać,
Mocno zaczkałem,
Chyba się zesrałem,
Tylko noc, noc, noc,
I obsrany koc.
Sialalalalalalaal.
-Ren bo zaraz umrzesz ty krowi placku. -odezwał się Minhyun.
-Yyyy, wypraszam sobie mówić do mnie krowi placku.
-O mój boże. Z kim ja żyje? -powiedziałam udając załamaną.
-Z nami.
Reszta droga minęła nam na wygłupach chłopców. W końcu dojechaliśmy na miejsce.
-Jak tu ładnie. -powiedziała Ola.
-Jak ty. Tylko że ty jesteś jeszcze bardziej śliczna.
-Oszczędźcie sobie.
-No dobra.
-Nika, nakarmisz mnie? -spytał Ren patrząc na mnie jak dziecko.
-A mam inne wyjście?
-No nie masz.
-No widzisz.
I tak wyszło że ja karmiłam Rena, Ola matkowała JR'owi, Iga zaś Baekho, a Aron dziwne bo Minhyunowi.
-No mamo bo ja głodek. -powiedział Minki.
-No już Cię mamusia karmi.
-To szybko.
-No leci samolocik. Powiedz ''aaaaaa''.
-Aaaaa.
-Śliczny chłopczyk. A teraz jeszcze raz bo to ostatnie lądowanie.
-Aaaaa.
-No pięknie.
-Mniam. Jakie to było pyszne. A teraz chodźcie się zbieramy bo nas komary zjedzą.
-Ok.
Wszystko sprzątnęliśmy i pojechaliśmy do hotelu. Podczas drogi Ren znowu zaczął swoje czyli zaczął śpiewać.
-Dzisiaj w Betlejem, Dzisiaj w Betlejem,
Wesoła nowina.
Tysiąc bombowców, sto odrzutowców,
Leci do Berlina.
Berlin się pali, z komina wali,
Hitler na dachu,
Pierdzi ze strachu,
Żona Hitlera,
W kiblu umiera,
Mały hitlerek,
Wsiadł na rowerek,
I w pokrzywy wjechał,
Już nie żywy.
-O mój boże. Ren, to nie są święta.
-Ale nie długo będą.
-Nie długo czyli za pięć miesięcy.
-Wiem.
Reszta drogi przeminęła w ciszy. Poszliśmy oddać rowery, pożegnaliśmy się na wzajem i udaliśmy się do swoich pokoi. Od razu każda z nas wykonała wieczorną rutynę i poszliśmy sobie lulać.